Brednie na temat Polski i jej Marszu Niepodległości w globalistycznych mediach (po raz kolejny)

Matthew Tyrmand

in English


 

11 listopada 60-70 tysięcy Polaków uczciło w głównych arteriach Warszawy 99. rocznicę odzyskania niepodległości. Fakt, że zachodnia prasa głównego nurtu, o globalnym zasięgu, odmalowała to wydarzenie jako marsz poparcia dla neonazizmu i faszyzmu, jest więcej niż niedorzeczny. To rozpowszechniona w złej wierze potwarz najgorszego sortu.

Według niektórych szacunków w tłumie znalazło się kilkuset ultraprawicowych nacjonalistów, których można identyfikować z ideami faszystowskimi – i to mogłoby niepokoić, gdyby mieli w społeczeństwie liczącą się pozycję. W dzisiejszej Polsce jej nie mają. To niezmiernie mały margines –  taki sam, jaki w USA reprezentują Richard Spencer, amerykański prekursor białego etnonacjonalizmu, i jego sfrustrowana, skora do bitki banda młodych podochoconych białych mężczyzn.

Spencer miał zamiar pojawić się na warszawskim marszu i wziąć udział w innych wydarzeniach odbywających się tam w tym czasie, ale gdy poinformowałem o sprawie rząd (co może zostać użyte jako pałka przez ten sam konglomerat stronniczych, zniewolonych mediów by „udowodnić” te same, fałszywe oskarżenia), polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych stanowczo go potępiło, pokazując, jak niemile jest widziany.

Można jedynie przypuszczać, że Spencer był przekonany o tym, co w swoim felietonie ukazującym się co dwa tygodnie w The Washington Post pisała Anne Applebaum – znana z wielokrotnych kłamstw żona byłego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Mógł uznać, że Applebaum adekwatnie przedstawiła filozofię dominującą wśród członków polskiego rządu i uwierzyć, że składa się on z ludzi jego pokroju. Jednak oficjalne potępienie jego pojawienia się w Polsce uświadomiło mu, że jest inaczej, więc odwołał swoją podróż. Rząd w jasny sposób zaprezentował swoje stanowisko wobec tego etnonacjonalistycznego ruchu, ale pomimo tego światowe media były zachwycone mogąc sfilmować w Warszawie autentycznych faszystów, zapewniając wodę na młyn dla oszukańczego twierdzenia, że konserwatywne, eurosceptyczne rządy o prawicowym nachyleniu, próbujące bronić suwerenności swoich narodów, co jest uzasadnione biorąc po uwagę historię regionu, nie reprezentują nic innego jak tylko faszyzm i neonazizm.

Te pomówienia wysunięto mimo, że wśród około 60 transparentów, które widać na nagraniach, tylko garstkę (3-6) można zgodnie z europejskim prawodawstwem o mowie nienawiści, zakwalifikować jako podżeganie do nienawiści na tle rasowym. O wiele więcej było haseł antykomunistycznych, a nawet popierających ukraińską niepodległość i dążenia nacjonalistyczne. Komitet organizacyjny Marszu wydał nawet oświadczenie potępiające poglądy bazujące na ideach rasistowskich. Również tę niewygodną prawdę zignorowali globalistyczni głosiciele kłamstw, niemogący ścierpieć sukcesu Polski, która odzyskała suwerenność narodową dzięki jasnemu mandatowi, jaki rząd otrzymał od obywateli w ostatnich wyborach.

Publiczna dyskredytacja ponad 95 procent uczestników Marszu Niepodległości  – dobrych, uczciwych, wykształconych, ciężko pracujących, religijnych patriotów z rodzinami – było jajkiem, które posłużyło szerzącej fake news machinie propagandowej do przyrządzenia jej informacyjnego omletu. Były rzecznik Hillary Clinton nazwał tych ludzi 60 tysiącami nazistów. CNN doniosła, że naziści zakłócili wydarzenie, co nie miało miejsca. Jako sprawców zakłócenia porządku można wskazać najwyżej małą grupkę agitacyjną marksistowskiej Antify, która została szybko opanowana.

The IndependentAssociated Press, a także Drew Hinshaw z Wall Street Journal użyli dokładnie tej samej sfabrykowanej insynuacji (Hinshaw, zaatakowany za błędy w swojej podkoloryzowanej wersji opublikowanej w mediach społecznościowych zdążył się już od nich zdystansować). Fakt, że pewien młody uczestnik marszu miał powiedzieć mediom “oczywiście, że są tu faszyści” nie świadczy o jego akceptacji czy aprobacie dla żadnych wstrętnych poglądów. Może to zaledwie oznaczać, że kilku faszystów wszędzie się znajdzie i że Polacy wierzą w wolność słowa i pluralistyczne społeczeństwo nawet odrzucając pewne grupy i ich poglądy.


Także polski rząd je odrzuca. Prezydent Duda wyraźnie potępił organizacje, które wyrażając takie poglądy obrażają uczucia większości Polaków. Większość członków tego rządu to filosemici (uznający, że historia I kultura Polaków i Żydów są ze sobą splecione), znacznie bardziej syjonistyczni w poglądach niż ich koledzy w „postępowej” Europie Zachodniej.

Cytowanie rady prominentnych członków warszawskiej rady miasta również służyło medialnej agendzie. Miastem rządzą członkowie Platformy Obywatelskiej, partii Donalda Tuska i męża Anne Applebaum. Wyborcy pożegnali się z PO za powszechnie postrzeganą korupcję, a obecna prezydent miasta jest podejrzana o udział w gigantycznym układzie korupcyjnym, w ramach którego znacjonalizowane przez komunistów nieruchomości, które powinny były zostać zwrócone Polakom i Żydom, przekazała swoim przyjaciołom i partyjnym kolegom.

Gdy minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak mówił, że morze biało-czerwonych flag jest pięknym widokiem to nie jest wyraz poparcia dla zupełnie nieistotnych faszyzujących grup, lecz wyrażenie uczucia podzielanego przez polskich patriotów, bo wielu Polaków przelewało krew i umierało po to, żeby takie marsze w Warszawie mogły się odbywać.

Dla globalnej kohorty medialnej morze flag (chyba, że to akurat tęczowe flagi albo flagi ponadnarodowych organów takich jak Unia Europejska czy ONZ) to potencjalne zarzewie konfliktu, który skłania ją do zaczajenia się i wykrzykiwania “naziści!” i „faszyści!”. Ci ludzie kłamią, oszukują i tłamszą, a głoszonym przez nich bredniom nie wolno ufać. Ale większość uczciwych ludzi dobrej woli dobrze już zdaje sobie z tego sprawę.



Categories: Current Issues, News, Poland in the Media