Wacław Holewiński review of new book by Prof. Marek Chodakiewicz

Chodakiewicz-mysli-wolnego-polaka

Nie będę ukrywał: lubię recenzować książki laureatów Nagrody imienia Mackiewicza. To „moja” nagroda.

Profesor Marek Jan Chodakiewicz, historyk amerykański polskiego pochodzenia (tak podaje Wikipedia), a może historyk polski żyjący w Ameryce, stał się u nas sławny dzięki „Ejszyszkom”. Jeszcze sławniejszy stał się dzięki „Po Zagładzie”, książce znakomitej, świetnie udokumentowanej, stojącej w absolutnej kontrze do takich pozycji jak np. „Strach” Jana T. Grossa.

„Myśli wolnego Polaka” to książka inna od tamtych. To nie praca naukowa, a zbiór raczej krótkich tekstów prasowych. Publikowanych głównie w „Tygodniku Solidarność”, ale też w „Najwyższym Czasie”, „wSieci Historia”, „Do Rzeczy”. Autor podzielił książkę na pięć części i same tytuły tych rozdziałów mówią sporo o ich zawartości: Wyzwania polityki, Wyzwania geopolityki, Wyzwania cywilizacji, Wyzwania idei, Wyzwania historii.

Będę cytował. Obszernie, jak nigdy dotąd. Inaczej się nie da. Bo choć krótkie to teksty – ważne jeden w jeden. A i Chodakiewicz to osobnik oddzielny, chadzający, zwłaszcza u nas, swoimi ścieżkami, facet który w polskim kotle miesza nieustannie. A jak tą chochlą zamiesza, jak posmakujesz tej potrawy, masz pewność że wybijasz się na swój osąd, swoje myślenie.

W tej pierwszej części kluczowy wydaje mi się nie tekst o Wałęsie (też ważny), nie wskazówki dla polskiego rządu, nie tekst o nowym prezydencie Andrzeju Dudzie ani tekst o prawie do posiadania broni. Kluczowy wydaje mi się – bez tego Polska nigdy nie stanie się państwem, zawsze będzie pół-kolonią, jakimś terytorium pogranicza (między post-Sowiecją, a światem demokratycznym) – pod banalnym, ale jednocześnie nie pozostawiającym miejsca na żadne odcienie, tytułem – „Rozliczyć ubecję”. Pisze Chodakiewicz: „Posłowie PiS powinni uchwalić odpowiednie prawodawstwo, Najpierw zaproponować amnestię 24 godzin (mieli 27 lat), a następnie wystąpić do IPN o bazę danych ubeków. Każdego przesłuchać prokuratorsko pod przysięgą, każdemu zajrzeć w brudne interesy. Odebrać zrabowane dokumenty, zlustrować gospodarczo. Każdego. I rodzinę na takiej samej zasadzie, na jakiej w USA przegląda się uważnie interesy rodzin zaangażowanych w handel narkotykami i inne formy zorganizowanej przestępczości.” Ktoś powie że to program maksimum, że minęło tyle lat, że wielu z tych ubeków nie żyje. No i co z tego? Jakie to ma znaczenie?

W „Wyzwaniach geopolityki” najważniejszy wydał mi się tekst pierwszy. To w nim, w jedenastu punktach, podsumował Chodakiwicz „podstawowe wątki komunikacji strategicznej Kremla”: Rosja ma zawsze rację, wszystko jest Rosją, Rosja to pokój, Rosja jest zawsze ofiarą, wszyscy chcą jej zrobić krzywdę, na Rosję stale ktoś napada, Rosja jest otoczona (więc zawsze w defensywie), Rosja jest szczególna („Trzeci Rzym”, „Święta Ruś”), Rosja jest inna („jak się nie trzyma ludzi za mordę, to będzie anarchia”), Rosja to strażnik cywilizacji, chrześcijaństwa ogólnie, zaś prawosławia szczególnie, Rosja to sworzeń stabilności. Punkt ostatni: „dobiliśmy Hitlera, fruwamy na Sputniku, jesteśmy najlepsi w balecie (pozytywne wątki propagandy). I w końcu Rosja zawsze walczy z faszyzmem.” Celnie. Za każdym razem!

W części trzeciej nie polecę żadnego z tekstów. Nie i już. Ten rozdział trzeba czytać w całości! Każdy tekst po kolei. I powinni je czytać nie tylko Polacy, ale wszyscy Europejczycy. Może przede wszystkim ci, którzy tak chętnie zapraszają do nas imigrantów islamskich. Chodakiewicz nie narusza żadnego tabu, on po prostu pokazuje czym jest islam, jego źródła, czym jest Państwo Islamskie, jak rozumieć Koran, jaka jest logika kalifatu, jego prawo, święta wojna. Czasami zimno się robi, czytając. Ale lepiej nie wiedzieć? Zakryć oczy? Odwrócić się? Przecież te zagrożenia są już na progu naszych domów. A za chwilę oni tu będą. I żadne alibi nie pomoże.

„Wyzwania idei” to ledwie osiem tekstów. Najkrótszy z rozdziałów. Nie sądzę, aby autor uważał je za najmniej ważne. O czym tam mowa? Na przykład o „wesołkach”. Tym mianem Chodakiewicz określa środowiska LGBT. „Gdy konserwatyści chcą obrony rodziny i życia – to jest to państwo wyznaniowe. A gdy tolerancjoniści zabiegają o śmierć dziecka na życzenie i zniwelowanie rodziny – to jest to dobro powszechne. Ba! Sama esencja prawości i honoru.” Konkluzja? „Stronie popierającej życie zajęło około 30 lat, aby przekonać resztę obywateli, że aborcja to zło. Tak samo będzie ze sprawą ideologii LGBT. Minie 30 lat zanim ludzie się obudzą. Albo będzie kontrrewolucja i źli dostaną w pysk od razu. Wybór jasny.”

W tym rozdziale także o tym, czym się różnią amerykańskie studia od polskich, o radykalnej europejskiej fali, o awanturze o Węgry, determinizmie kulturowym. Jednym słowem o normalności!

I wreszcie część piąta – „Wyzwania historii”. Mnie najbliższa. Bo i słowa, które tam znajduję mógłbym uznać za własne: „[…] w strefie postsowieckiej, w tym i w Polsce nie ma kolektywnej pamięci. Są indywidualne wspomnienia. Tylko jak jest wolność kolektywna, pamięć może się utworzyć z indywidualnych wspomnień. W komunizmie państwo za pomocą terroru narzuciło na ludzi sztywny kaftan bezpieczeństwa w postaci oficjalnej narracji. Według niej Stalin był wyzwolicielem od hitleryzmu. Tych, którzy nie byli postkomunistyczni, nie zgadzali się z oficjalną wersją, automatycznie określano jako faszystów. Reductio ad Hitlerum było regułą w tej grze. W związku z tym możemy mówić, w większości miejsc, dopiero o procesie formowania się kolektywnej pamięci po 1989 r. I odbywa się to na kilku poziomach: rodzinnym, lokalnym, narodowym, regionalnym.” I dalej: „Zwycięscy komuniści narzucili na wszystkich stalinowskie słowa, koncepcje, symbole i wizerunki. Kolektywna pamięć może powstać jedynie gdy z takiego paradygmatu się wyzwolimy. I w Polsce ten proces jest najbardziej zaawansowany. O wiele trudniej jest z tym w krajach satelickich III Rzeszy oraz w narodach, w których kolaboracja z Hitlerem uznawana była za mniejsze zło. Wszędzie tam pamięć kolektywna rodzi się w bólu, bo indywidualne wspomnienia dyktują, że fajnie było walczyć w szeregach estońskiej, łotewskiej, litewskiej, białoruskiej, ukraińskiej, chorwackiej, węgierskiej czy innej SS albo, że lepiej było iść z Hitlerem, jak zrobił to Budapeszt, Bukareszt i Sofia niż cierpieć los Polski.”

Publicystyka. Ktoś powie: najmniej ważna część dorobku naukowca (a tym bez wątpienia jest Chodakiewicz). Ulotna część dorobku. Część z niej za rok, dwa, pięć znaczyć będzie tyle co nic. Ale czy na pewno? A może odwrotnie? Może te krótkie teksty wżerające się mózg, w nasze widzenie świata, Polski, historii, polityki, w takie pojęcia jak etyka czy filozofia są równie ważne? Może bez nich rozumielibyśmy znacznie mniej z tego co dookoła, z naszej przeszłości i wyzwań, które przed nami? Dla mnie to ważna książka.

 

Marek Jan Chodakiewicz – Myśli wolnego Polaka, Patria Media, Gdańsk 2016, str. 302.



Categories: Book Reviews, News